Newer posts are loading.
You are at the newest post.
Click here to check if anything new just came in.
Click here to check if anything new just came in.
February 20 2012
poczułam się jak ona, przynajmniej miałam takie wrażenie. niechciana, jak zwykła zabawka, którą się rzuca w kąt, kiedy nie ma się ochoty na zabawę, albo pojawia się coś innego. a tak bardzo go wtedy potrzebowałam. nie zdawał sobie pewnie sprawy, jak potrafię zareagować. sama się siebie przestraszyłam. przecież nigdy nie chciałam, żeby sprawy przyjęły taki obrót, żebym kiedykolwiek nie panowała nad sobą, rzucała telefonem, krzyczała jakby mnie rozrywali od środka, jakbym straciła coś najcenniejszego, jakby mi go zabrali raz na zawsze. przestałam się kontrolować, a to już bardzo źle. reagowałam kiedyś w ten sposób na cokolwiek? nie przypominam sobie. nigdy nie klęczałam z głową na łóżku i nie płakałam mając wbity wzrok w baterię leżącą koło roztrzaskanego telefonu. pierwszy raz cieszyłam się, że jestem sama w domu, nikt nie musiał mnie widzieć w tym stanie, a co najważniejsze, ja nie musiałam nic w sobie tłumić. dziwne, ale po czasie mi przeszło. jakbym cały ból wykrzyczała i wypłakała. przeszło- takie przynajmniej miałam wrażenie. co z tego, że wróciło, wróciło to cholerstwo ze zdwojoną siłą. tym razem musiałam wszystko tłumić, nie byłam sama. dłonie zaciskały się w pięści, palce u stóp zaginały, w gardle uwiązł krzyk, który za wszelką cenę chciał się wydobyć na zewnątrz. i znów rozszarpywał mnie na kawałki, tylko z każdym kolejnym razem ciężej było mi się samej pozbierać. musieli pomagać inni, a nie chciałam niczyjej pomocy, wolałam cierpieć w samotności. ciekawe jak długo..
